Kamil i jego mama

Diagnoza:

Przemoc domowa, nowotwór, depresja.

Potrzeby:

Opłacenie zaległych rachunków. Dostosowanie mieszkania ze względu na niepełnosprawność. Zakup niezbędnych sprzętów i odzieży dla Kamila.
Pomóż wygrać z przemocą!
Początek akcji: 01-10-2020
Koniec akcji: 31-03-2021
potrzeba: 65000,00 zł / zebrano: 0 zł (0%) /
0 zł (0%)

Jesteśmy fundacją, która pomaga dzieciom. Kiedy napisała do nas mama Kamila nie zastanawialiśmy się długo. Uznaliśmy, że musimy jej pomóc aby uratować jej syna, bo życie tego chłopca to pasmo strachu o mamę i strachu przed bratem. Chcemy zebrać pieniądze aby Kamil nie wstydził się chodzić do szkoły, żeby nie bał się wracać do domu i nie budził się z krzykiem myśląc, że mamy już nie ma. Chcemy opłacić zaległe rachunki i wyremontować mieszkanie aby mama Kamila bezpiecznie się po nim poruszała.  A taki list skłonił nas do działania:

Piszę do Was, bo tak naprawdę nie mam już pomysłu jak sobie dać radę. Jestem osobą niepełnosprawną, samotną matką jedenastoletniego Kamila. Jeszcze dwa lata temu, mimo choroby, spokojnie sobie radziłam. A potem wszystko zaczęło się walić. Przez nowotwór musiałam zrezygnować z pracy. Z dnia na dzień zostałam prawie bez dochodów. Byłam przerażona, nie wiedziałam co będzie dalej. Codzienność robiła się coraz cięższa szczególnie od dnia gdy zamieszkał z nami mój dorosły syn. Korzysta ze wszystkiego w domu, a gdy coś mu się nie podoba mocno nam to okazuje. Znęca się nad bratem, a kiedy staję między nimi także nade mną. Zazwyczaj jestem w domu ale czasem czuję się tak źle, że zasypiam w dzień. Często budzą mnie krzyki Kamila. Starszy brat znęca się nad nim, czasem każe mu klęczeć i błagać o wpuszczenie do kuchni lub wypuszczenie z pokoju. Zabiera mu jedzenie, bo nie ma ochoty sam go sobie szykować. Wyrzuca jego rzeczy, bo mu przeszkadzają. Za każdym razem wywiązuje się między nami szarpanina, bo prośby o spokój nigdy nie działają. Wzywam wtedy policję, założyli mu już niebieską kartę ale eksmisja wciąż się przeciąga.

2Codziennie boimy się jaki będzie miał humor i czy zostawi w lodówce coś do jedzenia. Nie daje na swoje utrzymanie żadnych pieniędzy, a z domu korzysta jak z hotelu. Moja niepełnosprawność coraz mocniej ogranicza mi możliwość poruszania się. Nasze stare mieszkanie wymaga przebudowy, bo już teraz nie mogę korzystać z łazienki i mam problemy z poruszaniem się w kuchni. Na to też nie ma szansy, a mycie się w misce przy łóżku jest coraz trudniejsze. Oglądam dokładnie każdą złotówkę przy zakupach, wybieram jaki rachunek zapłacić w danym miesiącu, od roku nie robiłam badań kontrolnych, nie przyjmuję leków, oszczędzam na czym mogę. Kamil szybko rośnie, co chwila potrzebuje czegoś do szkoły, do ubrania. Wiem, że chciałby wyjść z kolegami i jechać na szkolną wycieczkę mimo, że nigdy o tym nie wspomina. A mnie na nic już nie stać. Coraz częściej przychodzą upomnienia o zaległościach, telefony z banku grożącego komornikiem śnią mi się po nocach. Już nie wiem co robić. Gdyby nie koronawirus szukałabym jakiegoś zajęcia, chociaż na część etatu, ale bardzo boję się próbować teraz gdy leczenie nowotworu jeszcze nie zostało zakończone. Kiedyś zadzwoniła kobieta z banku pytając czy chcę się ubezpieczyć. Przez chwile pomyślałam, ze może to jest sposób. Może gdybym się ubezpieczyła, a przy kolejnej kłótni pozwoliła się starszemu synowi mocniej popchnąć… może pieniądze zapewniłyby Kamilkowi lżejsze życie… Nie wiem, wciąż stoję pod ścianą i żadnego wyjścia nie widzę, pomóżcie.*

 

*Ze względu na zagrożenie wszelkie dane osobowe zostały udostępnione oraz poddane dokładnej weryfikacji jedynie uprawnionym osobom w Fundacji i Stowarzyszeniu. Zdjęcia pochodzą z internetu.

Fundacja Podwójne Szczęście
KRS 0000508687
NIP: 796-296-47-79
ul. Orląt Lwowskich 4 m 1, 26-600 Radom

fundacjaps@poczta.fm
537 277 774 - Marta Grylak
792 811 577 - Monika Fijałkowska
783 658 711 - Mariusz Grylak